Witaj Kochana Kobieto, Kochany Przyjacielu,

Jest słoneczne popołudnie, usiadłam z filiżanką rozgrzewającej herbatki, dziękując za tak wiele wspaniałych osób, którym pomogłam transformować z łatwością ich życie, które mają wspaniałych partnerów, wspaniałe zawody, pieniądze, biznesy z pasją, odnoszą sukcesy i żyją w obfitości.

A ich fenomenalne osiągnięcia stały się moimi osiągnięciami. Poczułam wdzięczność w sercu.
Poczułam też samotność lidera: zdobyłam, osiągnęłam, stworzyłam, co chciałam, ale osobiście nie dopuszczałam mężczyzn zbyt blisko do siebie, byłam skupiona na pomaganiu innym ludziom – to zaprzątało całą uwagę w moim życiu…

Wciąż miałam nadzieję, że moja pierwsza Bratnia Dusza dogoni mnie… ale tak się nie stało. Gdy zdałam sobie z tego sprawę (uzmysłowiłam sobie), że czas zrealizować mój osobisty cel, podjęłam decyzję o zrobieniu nowego zamówienia na partnera. Wiem, jak to działa, stosowałam je wcześniej, a także te same narzędzia zadziałały wspaniale dla wielu sympatyków „Przyciągnij Miłość”. Byłam gotowa na nową przygodę i nową relację… wiedziałam, że to jest dobry czas, by tego dokonać… moje zamówienie zostało złożone wg ABC Przyciągnij Miłość system.

Nazywam się Agnieszka Przybysz, moje życie nie zawsze było kolorowe i szczęśliwe.
Zanim pomogłam tysiącom ludzi, musiałam pomóc najpierw sobie pokonać wyzwania osobiste, zawodowe, biznesowe, finansowe i zdrowotne.

Odnosiłam sukcesy w życiu zawodowym w młodym wieku, przechodziłam szybko po szczeblach drabiny zawodowej, od konsultanta po dyrektora sprzedaży i marketingu, ale i napotkałam trudne wyzwania ze współpracownikami – w bardzo konkurencyjnym środowisku pracy…

Od lat moje związki się nie układały – albo przyciągałam zajętych mężczyzn, albo niedojrzałych do związku, postawiłam zatem na karierę, byłam zaangażowana w pracę bez reszty i niewiele czasu pozostawało mi na życie osobiste.

Moja intuicja i ciało próbowały wtedy dać mi wiele znaków, bym zajęła się bardziej sobą. Powtarzające się anginy i zapalenia ucha latem, i branie non stop antybiotyków – wszystko zdecydowało, że zaczęłam szukać alternatywnych metod leczenia. Ponieważ nic mi nie pomagało… to był znak ostrzegawczy…

Moja intuicja coś mi chciała powiedzieć, ale ją ignorowałam, udając się po kolejne antybiotyki do lekarza. Aż wreszcie powiedziałam „dość”. Byłam spełniona zawodowo, doceniana, miałam dobrego szefa, ale nie czułam się szczęśliwa…ciągle czegoś szukałam… celu życia… I tak firma „łowców głów”/firma rekrutacyjna, kupiła mnie do korporacji.

Pan Marek, prezes firmy, z której odchodziłam, był bardzo rozczarowany, wyglądało to niemal tak, jakbym brała z nim rozwód… ale taki zawodowy rozwód…

Po krótkim okresie w korporacji okazało się, że ta zmiana była dużym wyzwaniem dla mnie. Choć miałam dobre efekty i pozyskałam fajne kontrakty dla firmy, to doświadczyłam szybko wypalenia zawodowego.

Dotarłam do kolejnego momentu przełomowego w mojej karierze zawodowej. Pewnego dnia wracałam do domu i ujrzałam, jak przede mną rozdwaja się droga, wcisnęłam hamulce i okazało się, że zdążyłam zatrzymać się tuż przed poboczem, na szczęście nikt za mną nie jechał.

Było to przebudzenie dla mnie, byłam wycieńczona pracą, stresem i naciskiem na coraz lepsze wyniki w pracy. Tak na marginesie, nasz korporacyjny koreański prezes nie przebierał w słowach na cotygodniowych spotkaniach. Każdy manager, a byłam w tym gronie jedyną kobietą, miał za zadanie przedstawić plan sprzedaży i rozliczyć się z dokonań, kontraktów z dystrybutorami. Na tych spotkaniach padały niecenzuralne słowa – prezes nie oszczędzał mężczyzn.

A z kolei jeden z moich kolegów managerów, Leszek, który zajmował miejsce pracy tuż obok mnie w otwartej przestrzeni biura, po takim spotkaniu
odreagowywał na mnie – nie mogłam słuchać tych przekleństw i ordynarnego zachowania… miałam tego dość, bo wiedziałam, że to nie dotyczyło mnie, a stresu w pracy, jakiego doświadczają wszyscy.

Tego dnia, gdy zatrzymałam się tuż przed poboczem, wystraszyłam się, co by było, gdybym wjechała na kogoś albo gdybym spowodowała śmiertelny wypadek… Ocknęłam się, okazało się, że tego dnia niewiele piłam i niewiele jadłam. Udałam się do lekarza. Mieliśmy zapewniony pakiet medyczny, a lekarz stwierdził, że jestem przemęczona i niedotleniona.

Nic dziwnego, w biurowcu nie można było otwierać okien, była tylko klimatyzacja, a większość czasu spędzałam tam…
To był drugi sygnał ostrzegawczy, a ja nie mogłam pójść na urlop.

Lekarz przepisał mi tabletki na dotlenienie, ale czułam, że nie było to dla mnie właściwym rozwiązaniem.
Wróciłam do tego, co działało zwykle dobrze, do pracy nad sobą w rozwoju osobistym.

Moje relacje w rodzinie też były wyzwaniem – wpływy sięgały jeszcze z dzieciństwa, gdy na kilka lat byłam pozostawiona w domu dziadków, którzy mnie wychowywali, a tata uciekał przez okno co weekend do pracy. Mama była dla mnie koleżanką, a babcię traktowałam jak matkę.

Miałam z nią niesamowitą więź, aż do śmierci. Bardzo żałowałam, że praca nie pozwoliła mi spędzić więcej czasu z najbardziej ukochaną osobą w moim życiu, która mnie wychowała, a jednocześnie nauczyła być silną kobietą. Babunia „nosiła na swoich plecach” i biznes, i rodzinę.

Była silna, stanowcza i nigdy nie narzekała; nawet kiedy reumatyzm zaatakował jej ręce i nie pozwolił pracować zawodowo, znalazła sobie inne hobby – piekła najwspanialsze ciasta w mieście. Nigdy się nie poddawała. Mimo że dwaj synowie sprawiali jej mnóstwo kłopotów.
Często też broniłam ją przed nimi. Ale babcia nie chciała zamieszkać z nami, lubiła swoją samodzielność. Kochałam ją bardzo.

***
Moją Bratnią Duszę spotkałam podczas podróży, gdy interesowałam się rozwojem osobistym, odbywając dalekie podróże po Europie
i Ameryce. Od pierwszego spotkania zaiskrzyło między nami – wiedziałam, że to coś więcej – magnetyczny dotyk dłoni i to jakże wszechogarniające ciało – jak prąd elektryczny – uczucie ekscytacji. Wrażenie, że się znamy od zawsze.

Długo czekałam na takie uczucie. A kiedy przyszło, zaczęłam się obawiać, że może odejść, nie do końca mu dowierzałam, byłam zazdrosna o niego.
Nasza relacja na odległość męczyła mnie. Trwało to kilka lat i coraz częściej się zastanawiałam, co mogłabym robić, byśmy byli blisko razem. On zaczął wtedy nowy biznes, a ja wycofałam się z kariery zawodowej na etacie. Szukałam innych możliwości zawodowych, które doprowadziły mnie do kłopotów finansowych – zaufałam niewłaściwym partnerom.

Oszukano mnie i z tej współpracy pozostały mi tylko zobowiązania i strach, że moje plany, by być z Bratnią Duszą, odsunęły się na dalszy plan… Wtedy też postanowiłam spakować się i wyjechać do niego. Bardzo się ucieszył… Myślałam, że on mi pomoże rozwiązać te finansowe kłopoty, ale się pomyliłam, później to zrozumiałam.

Wszystkim, czego potrzebowałam wtedy, była miłość. Nie myślałam, jak rozwiążę tę sytuację finansową.
Ale gdy byliśmy blisko… on był ciągle zapracowany, nie miał dla mnie czasu. Chciał zarobić tyle pieniędzy, byśmy mogli być razem, ale bał się deklaracji. Choć wspierałam go w nowym biznesie, to te deklaracje były ciągle odsuwane na potem. Miałam dość czekania, byłam niecierpliwa i podejrzliwa, bo ciągle pracował wieczorami, taki miał charakter pracy.

W końcu moje podejrzenia się zmaterializowały, przyciągnęłam je, pewnego dnia zdradził mnie ze swoją współpracownicą – ten romans trwał krótko.

Był to przełomowy moment w moim życiu – dowiedziałam się wiele o sobie; popełniłam błąd, rezygnując z mojej kariery w Polsce i poświęcając się dla związku, dla niego. Popełniłam błąd, że nie zadbałam o swoje pasje. Wtedy myślałam, że spotkanie z Bratnią Duszą to unikalne wydarzenie, które zdarza się raz w życiu i trzeba się dla takiej relacji poświęcić.

Zrozumiałam, że sama przyciągnęłam takie wydarzenia, że nie kochałam wystarczająco mocno siebie, nie ufałam, że mogę zadbać o siebie, licząc na miłość i jego obietnice…

To był kolejny przełomowy moment w moich życiu prywatnym, gdy powiedziałam dość… dość mam takiego traktowania, gdzie praca i relacje z innymi ludźmi są dla niego sprawami ważniejszymi niż nasz związek. Powiedziałam mu wtedy, że wyjeżdżam. Był przekonany, że szybko wrócę, bo jeszcze na lotnisku zachęcał mnie, bym nie zabierała tylu rzeczy. Rzeczywiście część wypakowałam i zostawiłam. Są tam do dziś.

Postanowiłam zacząć od nowa, zadbać o moją karierę zawodową.
Jedno, co wtedy wiedziałam, to, że chcę być spełnioną kobietą, zarówno w sferze zawodowej, jak i osobistej… Choć nie wiedziałam, jak to się dalej potoczy, to wiedziałam, że nie zgodzę się na takie życie, jakie miałam. Utraciłam miłość i pieniądze.

Postanowiłam zadbać o siebie – i tak wróciłam do kraju. Początkowo myślałam o powrocie na etat, by uzyskać dodatkowe źródło dochodu oprócz własnej działalności gospodarczej. Przecież miałam świetne CV i doskonałe wyniki. Myślałam, że tak łatwiej byłoby mi wziąć odpowiedzialność za finansowe zobowiązania i naprawić te kłopoty, jakie sprawili mi niewłaściwi partnerzy w biznesie.

Ale moja dusza miała inny plan, a Bóg jeszcze inny…

Zostałam wręcz pchnięta do tego, by podzielić się moimi zmaganiami zawodowymi i osobistymi.
I tak zaczęłam jeszcze bardziej intensywnie spotykać się z ludźmi, pomagać im w wyzwaniach w relacjach, miłości i pokazywać, jak mają sobie radzić z wypaleniem zawodowym, na bazie moich własnych doświadczeń.

Zainwestowałam w swój biznes i w siebie 3000 dolarów, wtedy gdy ich nie miałam. Pomogła mi Sharon z USA, mój pierwszy coach i mentor biznesowy. Propagowała ona połączenie biznesowej edukacji z duchowym podejściem.

Mój biznes rozwijał się szybko, a ja pomagałam skutecznie tysiącom osób poprawić ich relacje, miłość, życie zawodowe i biznesowe.
Miałam pełną listę klientów, z którymi prowadziłam coaching, i jakże fenomenalne efekty w ciągu zaledwie 3-4 miesięcy u każdego z nich od 2006r. do dnia dzisiejszego.

Postanowiłam podzielić się tym z jeszcze większą liczbą osób. Pisałam kolejne książki jednocześnie – „Przyciągnij Miłość” i „Przyciągnij Sukcesy z Pasją”, wydaną kilka lat później „Miłość & Pieniądze”.

Dziś moje programy docierają do Polaków i Polek w Europie – w postaci szkoleń, kursów, warsztatów online. Okazjonalnie prowadzę też warsztaty stacjonarne i występuję na konferencjach.
Realizujemy wiele programów online na ważne transformujące tematy.

Pragnę podzielić się z Tobą osobistą refeksją.
Czuję się tak, jakbym do tej pory przeżyła już dwa życia, a nie jedno – ogrom doświadczeń, nie zawsze miłych, a często trudnych, i ogromny bagaż lekcji, których doświadczałam i doświadczam. Czy te lekcje się kiedyś skończą? Całe życie jestem studentem szkoły życia i samodoskonalenia – taką mam misję…

Trwam w tej misji od wielu lat i nigdy się nie poddaję – zdradzę Ci coś, co bez względu na to, z której strony wieje wiatr, pozwala mi trwać i być oparciem dla innych – to wiara w siebie i miłość do siebie ponad wszystko.

Cokolwiek dzieje się w moim życiu, wiara w miłość trwa stale – jest jak fundament, na którym buduje się solidny dom, jak opoka, która przetrwa wszelkie zawirowania i zmiany, jest jak słońce, które zawsze wschodzi następnego ranka. Wiara w siebie i miłość do siebie to paliwo, by żyć pełnią życia.

Ale nie zawsze tak było. Musiałam się tego nauczyć, musiałam się nauczyć kochać siebie, musiałam się oduczyć kochania innych ponad samą siebie, poświęcania się dla innych, i to jest zdrowe.
W samolocie maskę zakładasz pierwsza, a potem pomagasz ją założyć innym… Tak samo jest z miłością – najpierw kochasz siebie, a potem kochasz innych. Problem pojawia się wtedy, gdy uzależniasz swoją wartość, miłość własną od innych… Gdy kochasz innych bardziej niż siebie.

To, co możesz wtedy dać, to tylko tyle, ile masz, a jeśli nie masz wiele miłości do siebie, to nie możesz wiele dać. Czujesz się wyczerpana… bo trzeba najpierw zadbać o Twoje odnawialne źródło miłości do siebie, byś miała się czym dzielić z innymi.

Pięknie to Agnieszka Grabowska napisała poniżej, cytuję: „Kobieca Moc to jak kumulacja pozytywnych uczuć i kochanie siebie. Dziękuję za miłość, Agnieszko Przybysz, dałaś mi jej tyle… cały ocean”.

Tak, miłość to podstawa, tego uczę („Przyciągnij Miłość”). Gdy jej nie masz, brakuje Ci sił do życia, bycia, do relacji, do kariery czy do biznesu. Jak długo możesz robić coś, w czym nie ma radości i pasji, bo głowę zaprząta Ci jakiś toksyczny związek albo nieudane relacje z kimś w pracy. Przyznasz sama, że trudno wtedy wytrwać w pasji.

A skąd się biorą pasje? Z miłości do czegoś, co lubisz, z miłości do życia, do siebie, a w rezultacie do tego, czym służysz innym ludziom.
Chcę się z Tobą podzielić doświadczeniem i wiedzą o tym, jak i Ty możesz odzyskać swoją siłę, aktywować Twoją moc i być opoką dla siebie i dla innych. Dawać i przyjmować. To staje się proste, gdy aktywujesz kobiecą moc.

U zmierzchu życia zadasz sobie najważniejsze pytanie. Nie będzie dotyczyło tego, ile dóbr zgromadziłaś, ale ilu ludzi kochałaś i ilu ludzi kochało ciebie. Ile miłości pozostawiasz po sobie… Chcesz sięgnąć po Twoją autentyczną Kobiecą Moc?

Dołącz do naszej społeczności Kobieca Moc na Fb i dołącz na najbliższy webinar Kobieca Moc Pasji >>>

Jestem ekspertem relacji, pionierką coachnigu, mentorem biznesu z pasją. Jestem autorką między innymi bestsellera „Przyciągnij Miłość” i poradników „Przyciągnij Sukcesy z Pasją”, „Miłość & Pieniądze” oraz innych publikacji, m.in. „88 Biznesowych & Życiowych Sekretów i Lekcji”, cyklu wspaniałych szkoleń i autorskich warsztatów coachingu, podczas których pomagam kobietom budować wspaniałe relacje międzyludzkie, zyskać miłość, zawód, karierę lub biznes z pasją oraz budować zdrowe relacje biznesowe.

Pomagam im zacząć swój pierwszy biznes lub transformować istniejące biznesy i firmy, w tym zbudować wspaniałą relację z pieniędzmi, by żyć w obfitości i mieć czas na to, co ważne w życiu i cudowne wakacje 4 razy w roku.

 


© 2011 - 2017 KobiecaMoc.com

Regulamin | Prywatność